Książka
zobaczJa
Wy
Przeszłość
2006
Część 64.
wtorek, 17 sierpnia 2010 ~ 10:02:46
Dziękuję pewnej osobie za wnikliwy, krytyczny komentarz. Wiem, że nie dodaję często notek. Być może jestem już na to za stara, może coś we mnie umarło i nie jestem w stanie pisać już z takim zapałem jak kiedyś...
Z podjazdu domu Kaulitzów odjeżdżał właśnie samochód rehabilitantki, która regularnie, co dwa dni przyjeżdżała do Billa. Z każdym ćwiczeniem stan mięśni chłopaka poprawiał się, a badania tomograficzne wykazały zmniejszanie się krwiaka mózgu uciskającego rdzeń. Pojawiało się więc światełko nadziei, której wszyscy tak bardzo potrzebowali. Słońce świeciło delikatnie. To był naprawdę piękny dzień. Jeden z tych, który zapowiadał coś bardzo przyjemnego. Bill siedział na podwórzu i wystawiał twarz do słońca. Pierwszy raz od tak dawna czuł się spokojny i zrelaksowany. Nie miał pojęcia co wprawiło go w ten przyjemny nastrój. Przeczesał dłonią długie, czarne włosy. Otworzył oczy i spojrzał na siedzącą naprzeciwko niego Livię. Patrzała na niego pełnym miłości i wyrozumiałości wzrokiem. Tak bardzo starał się ją odepchnąć, a ona mimo wszystko wytrwała przy nim. Wciąż zdarzały się im gorsze dni. Nie byli idealną parą, jak z taniego romansu. Może po prostu miłość nie zawsze jest przyjemna? Ta miłość czasem sprawiała im obojgu ból i była nie raz wyrzutem sumienia dla Billa. Teraz jednak nie myślał o tym, co było złe. Starał się nie dopuszczać do siebie pesymistycznych myśli.
- Wiesz co? – zaczął.
Spojrzała na niego z zainteresowaniem. Słyszała w jego głosie coś, czego nie było tam od tak dawna. Ta pasja, radość. Czuł, jakby wrócił z dalekiej podróży.
- Tak? – odpowiedziała.
- A co, jak bym zmienił fryzurę?- zapytał z podekscytowaniem.
- O jej! Ty też?!- zaśmiała się perliście.
Chwyciła jego dłoń i spojrzała mu głęboko w oczy. Tak długo na to czekała. Widziała, jak bardzo się załamał, jak walczył sam ze sobą i z całym światem. Próbował ukarać się za swoją spontaniczną, nieprzemyślaną decyzję, która wpłynęła na jego dalsze życie. Wstała z krzesełka i usiadła mu bokiem na kolanach. Objęła dłońmi jego szyję, przeczesała dłońmi włosy na jego karku. Na chwilę zmrużył oczy i uśmiechnął się subtelnie. Lubił jej czułość i delikatność. Spoglądała na czubek jego głowy, a następnie fachowym okiem analizowała końcówki jego włosów. Zrobiła zamyśloną minę i zupełnie szczerze powiedziała:
- No faktycznie, są troche zniszczone.
Po chwili zmarszczyła czoło i zaczęło dochodzić do niej to, co przed chwilą zakomunikował.
–Chcesz jechać do fryzjera do Magdeburga?- zdziwiła się.
- W sumie czemu nie – odparł, jak gdyby nigdy nic.
- Chcesz jechać do Magdeburga? – powtórzyła.
- A co w tym dziwnego? – zagadnął wiedząc dokładnie o co pyta.
- No wiesz, bo do tej pory… - zaczęła.
- Wstydzisz się chłopaka kaleki? – powiedział smutno.
- Bill! Nie wracaj już do tego tematu! Oboje wiemy, że to nie prawda! Lepiej idź do domu i przebierz te dresy na coś odpowiedniego! – odparła stanowczo.
- Ale dziś? Tak szybko? Tak tylko sobie mówiłem…- mruknął nieco zestresowany.
Dokładnie wiedział z czym taka podróż do Magdeburga się łączyła. Właściwie to już przed wypadkiem starał się kamuflować i ukrywać, tak by nikt go nie rozpoznał. Teraz z wózkiem było to niemożliwe, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. W sumie mógł zadzwonić po ochroniarzy, ale zanim przyjechaliby z Berlina straciłby odwagę, szaleńczy impuls, który właśnie w tym momencie nim kierował. Co jeżeli ktoś zrobi mu zdjęcie? Co jeżeli jutro pojawi się na pierwszej stronie „Bildu”, jako sensacja roku? Wolał o tym nie myśleć. „To zwykła wyprawa do fryzjera Bill. Tysiące niepełnosprawnych na całym świecie robią to codziennie” powtórzył sobie w myślach. Tylko jedno słowo nie pasowało mu w tej wypowiedzi. Tak, właśnie to, które brzmi „niepełnosprawny”.
- Nie marudź! Idę do Toma po kluczyki, a ty zmień tę okropną żółtą koszulkę! – powtórzyła.
- O wypraszam sobie! To Dior!- oburzył się na żarty.
***
Słońce wdzierało się swoimi promieniami przez uchylone okno pokoju. Było piękne, letnie popołudnie. A ona wciąż nie mogła się napatrzeć na wesoło pląsającą po dywanie dwójkę. Tomowi zupełnie naturalnie udało się zapełnić lukę, jaka była w życiu obu tych kobiet- małej i dużej. Tak usilnie się broniła, a on po prostu niepostrzeżenie stał się częścią ich życia. Laura stała właśnie na jego stopach, a on trzymając ją za ręce prowadził ją w tańcu. Mała wprost oszalała na jego punkcie. Nikt nie miał prawa powiedzieć na jego temat złego słowa, bo była w stanie rzucić się na tego kogoś jak lwica. Pokochała go, a on wreszcie poczuł się za kogoś odpowiedzialny, potrzebny komuś. Przy Dianie stał się mężczyzną. Nie wyzbył się jednak swojego chłopięcego uśmiechu i tych dwóch dołeczków w policzkach, które tak kochała. Stała oparta o framugę drzwi gościnnego pokoju i uśmiechała się sama do siebie. Wciąż nie mogła się napatrzeć na jego nowy wygląd. Miał na sobie koszulkę bez rękawów i spodnie z nogawkami o długości ¾. Był teraz tak cudownie przystojny i męski. Gdyby byli teraz sami na pewno pokazałaby mu to dokładniej. Nie musiała na niego wpływać, ani go zmieniać. On po prostu wydoroślał, stał się dojrzał, co nie przeszkadzało mu wygłupiać się z nimi godzinami. Nie chciała im przerywać, bo właśnie w tym momencie Tom porwał małą na ręce i zaczął kręcić się z nią w kółko. Mała piszczała i śmiała się. „A tak się bałam, że nie będzie miała męskiego wzorca. Tak się bałam, że będę już zawsze sama” przeszło jej przez myśl.
- Chodźcie na podwieczorek– powiedziała spokojnie.
Tom zatrzymał się i postawił Laurę na podłodze. Przytrzymał ją przez chwilę, by nie przewróciła się.
- A co na deser? – zapytał.
Spojrzał Dianie prosto w oczy. A wypowiedział to takim tonem, że jej kolana nagle omal się nie ugięły. Przygryzła wargi i oblizała je szybko. Nie chciała sobie na zbyt wiele pozwalać przy dziecku. Starała się kontrolować, ale przy nim to za bardzo nie wychodziło. Puścił dłoń dziewczynki i podszedł do swojej rudowłosej piękności. Przytulił ją mocno i skradł pocałunek na tyle szybko, że nie zdążyła zaprotestować. Malutka podbiegła do nich uśmiechając się.
- A kiedy ty się z mamusią ożenisz? – zapytała zupełnie poważnie, spoglądając raz na Dianę, raz na Toma.
Kobieta stała niczym zamurowana. Była zaskoczona i nieco zawstydzona słowami córki. Nie chciał Toma do niczego zmuszać, ani namawiać. Nie chciała niczego popsuć. Tak im było dobrze razem. Bała się, że jeden fałszywy ruch może wszystko popsuć. Zresztą nie wierzyła, że niespełna 20 letni chłopak chciałby się czegoś tak poważnego. Zawsze jej powtarzał, że nie potrzebuje żadnych papierków, że jego matka i Gordon żyją ze sobą bez ślubu tyle lat i jest im dobrze. Starała się odpędzić od siebie wizje białej sukni, przyjęcia i tych wszystkich romantycznych rzeczy, które się z tym wiązały. Bała się tego, co Tom odpowie Laurze. Bała się, mimo, że tak wiele razy udowadniał jej, że ją kocha, że chce już zawsze być z nią. Chłopak zrobił jeden krok do tyłu. Wypuścił dłonie Diany ze swoich. To zaskoczenie i strach w jej oczach było czymś, czego się zupełnie nie spodziewał. A jednak wciąż była tak samo niepewna jak na początku. Spojrzał prosto w jej oczy. Chciał przekazać jej swoją miłość tym spojrzeniu, ale chyba mu się to nie udało, bo kobieta właśnie starała się powstrzymać łzy, które zbierały się w kącikach oczu. Miała ochotę uciec gdzieś daleko. Wsunął dłoń do kieszeni i desperacko szukał czegoś. Domyśliła się…
- Są na komodzie…- szepnęła nieśmiało.
- Ale co? – zapytał zdziwiony.
- Kluczyki… Kluczyki są na komodzie… - stwierdziła ciszej.
On jednak nie zważał na jej słowa i nadal szperał w kieszeniach. Nagle na jego twarzy zajaśniał uśmiech. Znalazł to! Uklęknął przed nią i… Wyciągnął mały, plastikowy pierścionek, który schował do kieszeni, gdy bawił się z Laurką w królewnę i królewicza. Diana spojrzała na niego zaskoczona. Nie miała pojęcia co się teraz wydarzy. „Chyba jednak źle to rozegrałeś idioto!” skarcił się w myślach. Bał się, naprawdę się bał! Wcale nie było to już dla niego takie pewne, że się zgodzi. W jednej minucie tysiące myśli przepłynęło mu przez głowę. Jednego był pewien, że chce być z tą kobietą przez resztę życia i jeżeli dla niej ważny jest ślub, to dla niego też. Chciał, żeby była szczęśliwa. Wziął głęboki oddech.
- Diano, czy… Zostaniesz moją żoną?- powiedział chwytając jej dłoń i wkładając w nią plastikowy pierścionek.
- Co?- wydukała zaskoczona.
Czuła, że chyba się przesłyszała. To nie jest realne. Czy on właśnie klęczy przed nią i prosi o jej rękę, czy daje jej pierścionek zaręczynowy z plastiku. Czy to możliwe, że właśnie przeżywa jedną z najbardziej romantycznych, cudownych sytuacji w swoim życiu? To wszystko było dla niej takie nierzeczywiste.
- Czy chcesz mieć takiego męża jak ja? Czy chcesz być ze mną już do końca życia?- powtórzył.
- O Boże Tom! – westchnęła przejęta.
- Odpowiedz, bo ja zaraz umrę na zawał! – ponaglił spoglądając na nią zadzierając głowę.
- Naprawdę tego chcesz? Nie chcę niczego na tobie wymuszać. Jesteś taki młody i… - jęknęła.
- Wyjdziesz za mnie? – zapytał ponownie.
- Tak – odpowiedziała.
Wstał szybko z kolan i pochwycił ją w ramiona. Przytulił do siebie mocno jej szczupłe ciało. Skradł szybko czuły pocałunek. Wyjął z jej dłoni pierścionek i starał się wsunąć go na serdeczny palec. Niestety, uparcie wchodził jedynie do kosteczki i nie dał się przez nią przecisnąć. Oboje uśmiechali się do siebie, starając się nie popsuć romantycznego nastroju przez wybuch niekontrolowanego śmiechu. W końcu odpuścił i z łatwością umieścił pierścionek na jej najmniejszym palcu.
- Kupię ci nowy! – obiecał przykładając sobie jej dłoń do serca.
- Ten jest bardzo ładny. Nie chcę innego – uśmiechnęła się do niego szczęśliwa.
- O jej! No to będzie ślub! – pisnęła radośnie Laura, której obecności przez ostatnie kilka minut wcale nie zauważali.
- Będzie! – odpowiedzieli oboje w tym samym momencie, a w pokoju rozległ się radosny śmiech całej trójki…
***
Gorg otwierał właśnie drzwi, w lewej dłoni trzymając siatkę z pokaźną ilością zakupów. Dopiero teraz zrozumiał co musiała przeżywać jego matka, która miała na głowie cały dom, jego i pracę. Westchnął przekręcając klucz w drzwiach. Atmosfera między nim, a Martą odkąd wrócił do Paryża ze swoimi trzema torbami najpotrzebniejszych rzeczy, była dość napięta. Chłopak starał się dawać jej wsparcie, ale ona nadal trzymała go na dystans. Wszedł do kuchni i postawił torbę na stole. Była 13.00, a ona nadal spała. Otworzył lodówkę i umieścił w niej paczkę masła. Właściwie, to wolał margarynę, ale naczytał się mądrych stron w Internecie i dowiedział się, że dla kobiet w ciąży zdrowsze jest masło. Rozpakowywał przeróżne środki żywnościowe. Zajęty nie zauważył, jak do pomieszczenia weszła Marta..Usiadła na kuchennym krześle i przyglądała się mu. Miała na sobie lekką, letnią sukienkę, która delikatnie podkreślała zaokrąglony brzuszek. Spojrzał na nią przelotnie. Teraz podobała mu się jeszcze bardziej niż dawniej. Krótkie, czarne włosy teraz sięgały już niemal do ramion, a twarz pozbawiona makijażu wcale nie wyglądała mniej atrakcyjnie niż wtedy, gdy lubiła nim podkreślać swoją urodę. Marta przyglądała mu się cały czas. Włosy starannie związane na karku rozluźniły się pod wpływem ruchu. Zakręcone pukle opadały niesfornie na kark. Miał na sobie czarne, wytarte jeansy i szarą koszulkę. Uwielbiała go właśnie takiego cudownie jej. Wystarczyło jedno słowo, a oboje staliby się tak cudownie szczęśliwi, a mimo to ona nadal nie wiedziała dlaczego jej duma niszczy ich oboje. Wbrew jej wcześniejszym przeczuciom Georg doskonale dawał sobie radę z powszednimi sprawami. Potrafił robić zakupy, odkurzać, zmywać podłogę, a nawet wyczyścić kibelek po jej dzisiejszych porannych nudnościach. Nie spodziewała się, że potrafi być tak stanowczy i opiekuńczy. Nie sądziła, że tak łatwo przyzwyczai się do jego obecności. Rozczulał ją każdy jego przepełniony miłością gest wobec niej. Coraz trudniej było jej zachowywać pozory. Na zewnątrz nie zmieniła swojego zachowania. Spojrzała na pudełeczko lodów czekoladowych stojące samotnie na środku stołu. „Zapamiętał, że to moje ulubione” pomyślała.
- Słyszałem, że kobiety w ciąży mają różne zachcianki… - wytłumaczył.
- Ja nie miewam zachcianek… - stwierdziła sucho.
- Kupiłem też pomidory, ogórka, serek topiony i brokuł, bo ma dużo żelaza- wymienił drapiąc się po głowie.
- Nie lubię brokułu, ale jeżeli ty chcesz, możesz go zjeść – odparła zdawkowo.
- Nie traktuj mnie tak! – powiedział stanowczo.
- Jak niby? –zapytała.
- Jak bym… - zaczął, ale poczuł jak słowa uwięzły mu w gardle.
- Daruj sobie te sentymenty! – przerwała mu nagle.
- Czy mogłabyś przestać ze mną walczyć? Nie chcę, żeby nasze dziecko dorastało w atmosferze III wojny światowej – dokończył.
- Ile razy mam ci powtarzać, że to nie jest nasze dziecko. Jest moje! Tylko moje! – niemal krzyknęła.
- Przestań! Proszę cię przestań! – syknął urażony do żywego.
- Bo co? Uderzysz mnie? – odparła zuchwale patrząc mu w oczy.
Dopiero gdy słowa przeszły jej przez gardło zrozumiała, że nie powinna była tego nigdy powiedzieć. Doskonale wiedziała gdzie uderzyć, żeby zabolało go najmocniej i wykorzystała to, mimo, że wcześniej obiecywała sobie, że nie będzie tego robić. Zobaczyła jak jego głowa bezsilnie opada w dół. Otworzył się przed nią i opowiedział wszystkie swoje najciemniejsze wspomnienia z dzieciństwa i swoje obawy, a ona bez wahania użyła ich przeciwko niemu. Tak bardzo się bał, że może stać się takim samym potworem jak jego ojciec, bo przecież miał w sobie 50% jego genów. Marta widziała jak napina się cały, a mięśnie jego twarzy zaczynają niebezpiecznie drgać. Podszedł do niej szybko i złapał ją mocno za ramiona. Bała się go. Po raz pierwszy tak naprawdę się bała. W jego spojrzeniu było coś niepokojącego. Szybko opuściła głowę i starała się wyplątać z jego uścisku, jednak on wzmocnił go, tak, że nie mogła się ruszyć.
- Tak pogrywasz?! Tak chcesz pogrywać?! – syknął groźnie.
- Przepraszam, nie powinnam była… - wyjęczała powoli bardzo cicho.
- A teraz mnie wysłuchasz! – krzyknął.
Zamknęła oczy ze strachu. Nie była w stanie zasłonić brzucha, nie potrafiła się uwolnić od jego dłoni. Poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Nie mogła ich powstrzymać, gdy zaczęły wolno sunąć po jej policzkach. Dopiero gdy je zobaczył, zrozumiał co ona teraz czuje, jak odbiera jego zachowanie. Rozluźnił uścisk dłoni na jej ramionach i mocno przytulił ją do siebie. Drżała. Wiedział, że to ze strachu. Ostatnią rzeczą, jaką chciał to, żeby się go bała.
- Nie rób mi krzywdy… - jęknęła żałośnie cała we łzach.
- Przepraszam. Tak bardzo cię przepraszam. Nie jestem moim ojcem. Nigdy nie uderzyłem i nie uderzę kobiety. Tak mocno cię kocham – mówił gorączkowo gładząc jej plecy.
Powoli się uspakajała. Wiedziała, że miał prawo być zły. Poruszyła najdelikatniejszą strunę jego duszy. Jego wzrok utkwiony był na kuchennej szafce, a dłonie gładziły plecy Marty.
- To ja przepraszam. Wcale tak nie myślę. Jesteś bardzo dobrym człowiekiem Georg- szepnęła.
Tego się nie spodziewał. Dopiero teraz ośmielił się spojrzeć jej w twarz. Łzy zasychały powoli.
- Słucham? – wydukał zdziwiony.
- Jesteś dobrym człowiekiem. Będziesz bardzo dobrym tatusiem. – powtórzyła.
Jej dłonie wiszące dotąd nieruchomo wzdłuż jej ciała spoczęły teraz na jego barkach. Spojrzała mu głęboko w oczy. Przez moment myślał, że ujrzał w nich… Miłość? Szybko otrząsnął się z letargu.
- Nie musisz tego mówić ze strachu. Nigdy bym cię nie…- zaczął.
- Nie boję się ciebie Georg. A teraz, czy mógłbyś mi zrobić zielonej herbaty? – spytała głaszcząc czule jego szyję.
- Czy to znaczy, że… - zaczął, ale ona przyłożyła mu palce do ust i nie pozwoliła dokończyć.
- To znaczy, że mam ochotę na ta zieloną herbatę… - powiedziała.
***
Otworzyła lekko uchylone drzwi łazienki. Stał przed lustrem, cały ociekający jeszcze wodą po ciepłym prysznicu. Ręcznik okręcony wokół bioder kusił, by ruchem ręki odwinąć go. Podeszła do Toma, objęła dłońmi jego klatkę piersiową, a małe, kobiece dłonie ułożyła na jego piersi. Uśmiechnął się delikatnie i spojrzał w lustro. Widział jej piękną twarz, pokrytą seksownymi piegami. To one nadawały jej dziewczęcości.
- Zostaniesz na noc? – zapytała najseksowniej jak potrafiła.
- No nie wiem, muszę sprawdzić co się dzieje. Bill, ani Livia nie odbierają komórki, a mama wysłała smsa, że wciąż ich nie ma. Martwię się. Mieli tylko jechać do Magdeburga do fryzjera– wytłumaczył marszcząc brwi.
- Spróbuj jeszcze raz zadzwonić – powiedziała całując jego ramię.
Westchnęła ciężko. Cieszyła się już na tę wspólną noc. Tęskniła za nim coraz bardziej z każdym rozstaniem. Starała się jakoś panować nad tym, ale nie potrafiła ukrywać swoich uczuć przed nim. Odwrócił głowę, gdy oddaliła się od niego o krok. Nie mógł zaprzeczyć, że chciał przy niej zasnąć i obudzić się następnego dnia rano. Martwił się jednak, że coś niedobrego dzieje się z jego bliźniakiem. Nie wiedział jednak czemu gdzieś w środku był spokojny, jak od dawna nie był. Spojrzał głęboko w oczy Dianie, a mniej więcej w tym samym czasie w kieszeni jego spodni zabrzęczał telefon komórkowy. Szybko podszedł i wyciągnął komórkę. Na wyświetlaczu widniał napis „Livia”. Tysiące różnych myśli przebiegło mu przez głowę. Nie miał jednak czasu ich roztrząsać, po prostu nacisnął przycisk z zieloną słuchawką.
- Hallo? – odezwał się niepewnie.
- Hallo Tom, dzwonię żebyś się nie martwił – zaczęła spokojnie dziewczyna.
- Nie martwił? Mieliście jechać tylko do fryzjera, a was już nie ma kilka godzin! – oburzył się.
Jednocześnie puścił oczko do Diany, wciąż będącej razem z nim w pomieszczeniu.
- Jesteśmy w Hamburgu – powiedziała całkiem spokojnie.
- Gdzie?! – pisnął tak, że sam zdziwił się, że jest w stanie osiągnąć tak wysokie rejestry.
- W Hamburgu, w waszym studyjnym mieszkaniu… - odpowiedziała.
- O Boże! Ale jak wy… Ale po co? Po co aż do Hamburga? – ciągnął.
- Chcieliśmy pobyć trochę sami… - wytłumaczyła.
- Wystarczyło powiedzieć... Przecież tamten dom nie jest przystosowany do… - zaczął dukać.
- Damy sobie radę Tom. Nie martw się. Oboje tego potrzebowaliśmy…- tłumaczyła.
- No dobrze. Jak by coś… Gumki są w łazience w szafce pod umywalką. Bawcie się dobrze. Zadzwoń, jeżeli będziecie czegoś potrzebować – dodał.
- I jak? – zapytała podchodząc do niego i wtulając się w jego szeroką klatę.
- Pojechali do Hamburga! Myślałem, że chociaż ona jest odpowiedzialna, ale widocznie się pomyliłem. To szaleństwo! – powiedział patrząc jej w oczy.
- Nic im nie będzie. To dobrze, że potrzebują chwili intymności… - tłumaczyła.
- No niby tak, ale… - zmarszczył brwi.
- Nie ma żadnego „ale”! – stwierdziła.
Rysowała opuszkiem palca przeróżne wzory na jego piersi. Patrzyła na niego zalotnie. Gorącym oddechem muskała jego skórę. Miała ochotę mruczeć jak kotka. Przełknął głośno ślinę, gdy zahaczyła o jego sutek. Przy niej tracił zmysły. Doprowadzała go do szału.
- No chyba, że sam byś wolał pojechać do tego Hamburga, co? – spytała patrząc na niego do góry zalotnie.
- Z kim? Z Billem? – prychnął przysuwając ją bliżej do siebie.
- Dobrze wiesz o czym mówię! Masz na nią ochotę, co? – spytała.
Chciała, żeby jej ton głosu brzmiał jak najbardziej żartobliwie. Spostrzegł jednak niemal natychmiast dostrzegł smutek w jej niebieskich oczach. Wiedział, że myśl o tym, że mógłby ją zdradzić doprowadzała ją niemal do łez. Nie chciał jej zasmucać. Przytulił ją mocno do siebie i wplótł palce w jej włosy.
- Ma taki płaski brzuch, którego ja już nigdy nie będę miała! Jest piękna, filigranowa. Lubisz takie – stwierdziła smutno.
- Ty też masz płaski brzuch i jesteś piękna! – stwierdził pewnie.
- Mam na nim rozstępy! I nie mam już 20 lat…– zasmuciła się.
- Ale to ciebie kocham! – stwierdził patrząc jej prosto w oczy – Poza tym, to gdzie ty masz te rozstępy, co? – dodał marszcząc brwi.
- Dobrze wiesz, że na brzuchu. Widziałeś je już… - stwierdziła.
- Nie prawda!
- Dzieciaku, dokładnie wiem, że mam rozstępy na brzuchu! – żachnęła się.
Spojrzał głęboko w jej oczy. Chciał napełnić ją przekonaniem, że tylko jest dla niego najważniejsza. Pogłaskał dłonią jej policzek i uśmiechnął się. Kochał ją najbardziej na świecie. Widział te parę rozstępów, ale naprawdę nie były one dla niego wcale ważne. Zdawał sobie sprawę, że ciało kobiety zmienia się po porodzie. Nie przeszkadzało mu to jednak. Mógł godzinami podziwiać jej piersi, uda, dłonie, twarz. Była jego ideałem.
- Ona jest ładniejsza, młodsza i szczuplutka…- westchnęła.
- Jesteś zazdrosna? – zapytał.
- Jak cholera! – powiedziała całkowicie szczerze.
- Nie musisz. Ja i Liwia jesteśmy tylko przyjaciółmi. – stwierdził mocno ją przytulając.
- Przyjaciółmi?- zdziwiła się
Przycisnął ją mocniej do siebie. Pochylił delikatnie głowę i musnął jej wargi swoimi. Nie cofnęła się. Subtelnie zwilżyła usta koniuszkiem języka. Byli tak blisko siebie, że niemal poczuł jej smak. Potrafiła go rozpalić. Oboje wiedzieli o tym doskonale. W takich momentach uwielbiał fakt, że była pewną swoich potrzeb kobietą. Starał się chwycić jej wargi swoimi, ale ona wciąż przedłużała tą chwilę oczekiwania. Pachniała cudownie mieszanką samej siebie i drogich perfum, które dał jej w prezencie. Czuł na swoich plecach delikatne drapanie jej paznokci. Zamknęła oczy, gdy jego dłoń zaczęła pieścić czułe miejsce na jej karku. Gorący oddech Toma drażnił okolice jej nosa. Jego język niepostrzeżenie znalazł się w jej usta i całkiem naturalnie odnalazł jej. Przeszedł ją cudowny dreszcz podniecenia. Pragnęli się nawzajem, wiedzieli o tym oboje. Chciał ją mieć! Teraz, natychmiast, zaraz. Ona także o niczym innym w tej chwili nie myślała. Szybko złapał ją za pośladki. Miała na sobie tylko zwiewną, letnią sukienkę. Ręcznik z jego bioder opadł gdzieś pomiędzy pochwyceniem jej na ręce, a usadzeniem na pralce. Wpiła się namiętnie w jego wargi. Spojrzał jej w oczy roziskrzonym wzrokiem. Delikatnie gładziła jego skórę jego bioder palcami, stopami masując jego pośladki. Nie mówili nic. Po prostu delektowali się tą chwilą intymności. Pierwszy raz widziała go nagiego tak dokładnie i wyraźnie. Gdy pierwszy raz się kochali nie mogła podziwiać jego ciała. Wiedziała, że jest przystojny, ale teraz, gdy stał przed nią podniecony, był jak młody bóg. Podziwiała jego klatkę piersiową, ale najwięcej czasu poświęciła umięśnionym udom i tej części ciała, która najdoskonalej pokazywała jak bardzo ją pragnie. Speszyła się lekko, gdy zauważył co jest obiektem jej zainteresowania. Uśmiechnął się szelmowsko i pogładził jej twarz. Wiedziała jak sprawić mu przyjemność. Chwyciła pewnie w dłoń jego męskość. Mruknął seksownie, gdy poczuł jej uściska w samym centrum. Skradł jej namiętny pocałunek.
- Wiesz na co mam ochotę? – szepnął jej w usta.
- Mam okres – odpowiedziała cicho.
- Co? – zdziwił się.
- Okres, Tom – powtórzyła.
- I nie mogłaś mi tego wcześniej powiedzieć? – Zmarszczył brwi.
- Nie martw się, mam pewien pomysł… - odpowiedziała z zalotnym uśmiechem.
O szablonie
Szablon wykonany przez Annikę.