#
{akcja}
2134

Książka

zobacz
wpisz

Ja


utul
o mnie

Wy





Przeszłość

2006
lipiec (8)
sierpien (7)
wrzesień (7)
październik (7)
listopad (6)
grudzień (5)

2007
styczeń (5)
luty (2)
marzec (3)
kwiecień (1)
maj (5)
czerwiec (1)
lipiec (2)
sierpien (1)
październik (2)
listopad (2)
grudzień (3)

2008
luty (1)
marzec (1)
maj (1)
lipiec (1)

2009
marzec (1)
lipiec (1)

2010
styczeń (3)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (2)
sierpien (1)

Część 55.
sobota, 29 grudnia 2007 ~ 21:50:36

Pragnę oświadczyć, że niniejszy odcinek został uczyniony nie moją ręką. Jest napisany przez Katię. Tak tak, tą samą, która jest autorką tego szablonu. Mam nadzieję, ze docencie jej pracę, bo ja jestem jej niesamowicie wdzięczna i sama skomentuję ten odcinek, jak tylko znajdę czas;))

PS. Włóżcie nieco wysiłku i trudu w komentarz;)

Pozdrawiam

Dla Kochanego Łosia



Leżał na łóżku w rękach trzymając grubą książkę z żółtymi kartkami , na których były wydrukowane czarnym tuszem litery. Zawsze lubił czytać , szczególnie tematykę fantasty. Oderwał oczy od tekstu, zwracając swój wzrok na zieloną płaską powierzchnie przed nim, na której zawieszony był sporej wielkości plakat jego ulubionego zespołu Metallica. Uśmiechnął się na samą myśl, że nic się nie zmieniło w jego królestwie, gdy go nie było. Wielki arkusz papieru z czterema osobami, wiszący od kilkunastu lat w tym samym miejscu. Zmieniła się powierzchnia przykryta lekkim puszkiem kurzu, oraz jego kolor. Wyblakł od słońca wlewającego się przez średniej wielości okno, z którego można było podziwiać, małej wielkości ogródek otaczający dom, na jednym z osiedli w Magdeburgu.
Wpatrywał się w plakat tak , jak by chciał znaleźć odpowiedzi na wszystkie kotłujące się pytana w jego głowie . Nie mógł pojąc, że wciągu jednej chwili, jednego skoku swojego przyjaciela całe jego życie legło w gruzach i to do słownie. Mimo iż miną tydzień od feralnego popisu Billa. Nie przyjmował do swojej wiadomości ,że pożegna się ze sceną i fanami, a przede wszystkim z muzyką, na nie wiadomo jaki okres czasu. To prawda mógł grać na perkusji w innym zespole, mógł pójść na studia i do konserwatorium muzycznego. Ale co to by dało , jeżeli jedynym zespołem w jakim chciał grać było Tokio Hotel. Bo mimo iż, był normalnym nastolatkiem wszystkie jego wspomnienia z dzieciństwa kojarzyły się z trzema chłopakami , którzy mimo, że są szczeniackiego wieku, chcą dojść do swoich marzeń. Uśmiechną się na samą myśl o wspaniale spędzonym czasie z bliźniakami i Georgiem. Nie dopuszczał do siebie takiej myśli by nie tworzyć z nimi muzyki, by nie cieszyć się z kolejnego sukcesu. Po za tym nie za bardzo mu się śpieszy na studia, on chce poczuć co to znaczy życie. A ciągłe siedzenie nad książkami i pisaniu prac dla profesorów by go wykończyło. Chociaż wiedział, że bez wykształcenia , normalny człowiek jest nikim. A konserwatorium? Kocha muzykę, wiele dla niej poświęcił. Lecz on , kochał ją tworzyć, wpisywać nuty na pięciolinii. A nie czytać je i wygrywać jakiś utwór któryś raz z rzędu, przed komisją jak by plik był zawirusowany , a nośnik wciąż powtarza w kółko to samo.
Przeszły po nim ciarki na samą myśl, że kolejny raz miał by przechodzić przez szkolne "piekło". Oderwał wzrok od plakatu i ułożył się wygodnie na posłaniu głowę opierając o puszystą poduszkę. Znów wczytując się w książkę, w której główny bohater walczy ze smokami sił ciemności. Im zbliżał się do wrót pałacu , władcy ciemności , tym jego oczy były zalewane przez mgłę znużenia.

***
Siedział za kierownicą swojego nowego auta, słuchając na przemian swojego ulubionego Hip- Hop’u i szalonych lat 70. Obraz za szybą co róż zmieniał barwy , kolory i kształty. Mimo iż wiele razy przejeżdżał lub przechodził tymi drogami. Omijając przecznice, budynki i parki. Znał trasę, którą pokonywał wielokrotnie. Teraz wydawała się mu zupełnie nowa i inna. Zatrzymał się na jednym z parkingów przed blokiem. Przekręcił kluczyk w stacyjce, poczym wyszedł i zamkną swój nowy nabytek. Wyciągną z kieszeni spodni pęk kluczy, w których znalazł odpowiedni by otworzyć frontowe drzwi. Przekręcił jednym z nich, a zamek lekko pstrykną oznajmiając, że wejście można bez problemu otworzyć. Wszedł do środka rozglądając się po otaczających go ścianach, które były koloru podobnego do pastelowego łososia. Staną na chwile na środku przedpokoju zdejmując zwinie swoje buty. Wkroczył w głąb mieszkania. Nic się nie zmieniło. Wszystko stało na swoim miejscu tak jak zapamiętał. Przez te parę miesięcy, które był po za domem...
Dom. Dla jednych jest to ostoja spokoju, harmonii. Dla drugich hotelem, w którym przetrzymują ubrania i rodzinę. Dla innych zamknięta złota klatka, w której są uwięźnij. Dla kolejnych, budynkiem pokazującym jaką się ma pozycje społeczną i ile pieniędzy posiadają. Można by było o tym mówić bez końca , podawać przykłady polemizować na ten temat. Lecz dla niego słowo „Dom” nie oznaczało czterech ścian , czerwonego daszku, siwego dymu wylatującego z komina , kilku połyskujących okien i drewnianych drzwi . Kiedyś gdyby się ktoś go zapytał : Czym jest dal ciebie dom ? Odpowiedział by, że melanżem gdy nie ma rodziców i wygodnym łóżkiem, które jest idealne do pieprzenia panienek. Lecz teraz jego odpowiedz by zabrzmiała zupełnie inaczej. Dla niego nie musiał być domek z czerwonym dachem. Lecz osoby, które kochał ponad wszystko. Mógł mieszkać wszędzie. Na wsi której tak nie lubi, albo na jakimś pustkowiu. Tylko by być z dwoma osobami, które po za matką i Billem kochał z całego serca. Tymi osobami była kobieta o rudych włosach z niedużą ilością piegów, które dodawały jej charakterku oraz ją odmładzały. I malutka dziewczynka o blond włosach. Dzięki tym osobom , wiedział dla kogo żyje, dala kogo się poświęca, i dla kogo wraca. Diana dawała mu otuchy i podnosiła na duchu gdy on podupadał, a Laura dawała mu tą beztroskę, którą żył zanim je poznał. Czy żałował tego? Nie. Gdyby czegoś mu brakowało bardzo istotnego, wycofał by się o wiele wcześniej. Nie poświęcał by się. Mimo iż nie mieszkali razem zawsze przychodząc do jej domu czuł się jak by od kilku lat byli razem mając czteroletnią córkę i ustatkowane życie.
Wszedł do pokoju gościnnego. Nie był on za duży ani za mały. Rozejrzał się do o koła gdzie natrafił, na jedną z ażurowych szafek. Stały na niej książki, zapachowe świece, figurki i ramki, w których znajdowały się zdjęcia. Przystanął na chwile by je obejrzeć. Najczęściej na fotografiach były pokazana Diana z Aniołkiem, tulące się do siebie z uśmiechami na twarzach. Lecz mimo tego ,że zdjęcie nie było puste , to wydawało się ze kogoś na nim brakuje. Osoby ,która by przytuliła schroniła te dwie istoty pod swoimi ciepłymi rękoma dając im świadomość, że nikt ich nie skrzywdzi. Mimo iż było pełno radosnych uśmiechów skierowanych do osoby oglądającej fotografie to zdał sobie sprawę ,że tego szczęścia i radości było nie wiele w ich życiu. A chwile uniesień , jak się szybko pojawiały tak uciekał, zostawiając ulotne chwile wspomnień.
Patrzył na jej portret , znajdujący się w ciemno drewnianej oprawie. Wyglądała tak niewinnie z lekkim uśmiechem na ustach. Dodającym jej jeszcze większego uroku. Mógł by się patrzyć na nią godzinami, odkrywając i zapamiętując każdy pieg na jej twarzy , każdą maleńką zmarszczę pod okiem gdy je mruży. Była taka naturalna. Nie używa , podkładów, baz czy pudrów. Nie tuszowała rzęs bo i tak były piękne i długie. Nie używała drogich perfum czy mocnych zapachów , dla niego najpiękniejszym pachnidłem był jej zapach. Gdy wychodziła z pod prysznica, czy dopiero wstała z łóżka, w tedy czuł tę piękna woń ; prawdziwą ,nieskazitelną i kojącą jego zmysły.
Wpatrując się w fotografie przypomniał sobie jak do niej przyszedł i zastał ja na goleniu nóg.
-Hej kochanie – powiedział na przedpokoju gdy drzwi otoczyła mu blondyneczka
-Część- odpowiedziała wychylając lekko głowę z łazienki
-Co tam robisz – zapytał wchodząc do okafelkowanego pomieszczenia.
Rudowłosa siedziała na skraju wanny . W jednej trzymała różową maszynkę do golenia, a drugą ręką kurczowo podtrzymywała się końca wanny by z niej nie spaść.
-To co widzisz – odparła , przejeżdżając delikatnie po nawilżonej skórze ostrzem.
Wiedziała ,że ją bacznie obserwuje jej każdy ruch ręka. Czuła jego wzrok na sobie, krepowało ja to trochę ponieważ była ubrana w krótki sprany T –shirt i ciemnozielone figi lecz stwierdziła ,że znudzi mu się szybko ta czynność i pójdzie do Laury.
-Tniesz się?- po chwili zapytał się z powaga w głosie.
Diana odwróciła swoja głowę ku jego osobie. Patrząc na niego naiwnie mówiąc wzrokiem „ Stuknij się w łeb”.
-Po co to robisz- zapytał bez zupełnego sensu i logik.
-Żeby moje nogi nie zarosły tak jak twoje – odparła, delikatnie przejeżdżając maszynką po łydkach.
Usiadł obok niej całując ją lekko w policzek i zabierając z jej delikatnej ręki żyletkę. Ujął jej namydloną łydkę zaczynając ja golić. Diana patrzyła się w osłupieniu podtrzymując się jego ramion. Był bardzo delikatny. Nie chciał zrobić swojemu aniołowi krzywdy, w postaci zacięcia. Skrupulatnie i dokładnie jeździł ostrzem po jej zapienionej skórze, gwiżdżąc przy tym jakąś, melodie. Lubił być przy niej blisko. Czuł się przy niej swobodnie, jak jeszcze z rządną. Przyglądał się jej. Była taka piękna. Ręce drżały mu, gdy się tak jej przyglądał. Nie dane mu było mu jednak zbyt długo nacieszyć się tą sytuacją.
- Możesz, szybciej to robić – zapytała czując jak woda w wannie robi się coraz zimniejsza.
- Nie
-Ale mi się zimno już robi – powiedziała błagalnie
- Nie chce cie zaciąć
- Dzieciaku, to jest tak jak z goleniem zarostu na twarzy – odparła z litością – raz dwa i już
- Jak byś chciała wiedzieć rzadko się gole – naburmuszony, wypłukał ostrze w wodzie
- Wiem , ale i tak cię kocham... – zaśmiała się.

Dla niego była ideałem. Mimo iż miała swoje wady on ich nie brał pod uwagę. Czasem zastanawiał się czemu go takie szczęście spotkało. Czemu wybrała jego, w końcu nie wiedziała kim jest, widziała w nim „Dzieciaka” , chcącego zabawić się jej i jej córki kosztem. Nie widziała w nim mężczyzny , tylko chłopaka w posklejanych włosach i szerokich jak worki spodniach. A jednak dała mu szansę. Bo w końcu każdy ją otrzymuje, ale czy dobrze wykorzystuje ? On w pełni wykorzystał ...

***

Była wesoła i beztroska, na jej twarzy ciągle gościł uśmiech a z krtani wydobywał się dźwięczny śmiech. Oczy jak dwie iskierki, świeciły się tylko dla niego. Była tylko jego, cała jego. Leżeli zdyszani od zabawy na rozgrzanym pisaku. Przyklejającym się do ich mokrych do słonej wody ciał. Słońce prażyło ich skóry tak jak by chciało im powiedzieć, że ono wszystko wie co robili w nocy, gdyż księżyc mu coś napomknął.
Miała zamknięte oczy ale i tak wiedział, ze nie śpi. Delektowała się każdą chwilą będąc przy jego boku. Pamięta jak ponad trzy lata temu poznała tego blondwłosego mężczyznę. Niegdyś nastolatka, który przywrócił jej wiarę w miłość gdy ona ją utraciła. Nigdy się nie spodziewała takiego przebiegu zdarzeń. Jedno przypadkowe wakacyjne spotkanie, wymiana poglądów i zawzięta konwersacja. A teraz jest z nim w magicznym miejscu .
- Gdzie idziesz - zapytał chłopak czując, jak wysuwa się z jego objęcia.
- Nigdzie, chce się napić- odparła , wyciągając niegazowaną wodę schowaną w przenośnej lodówce. Biorąc łapczywie kilka łyków by ugasić pragnienie.
Patrzyła na lazurową wodę, w której pływało kila osób. W oddali można było zauważyć zakotwiczoną drewnianą łódkę. Czkającą posłusznie na swojego właściciela. Zanurzonego w odmętach oceanu łowiącego wodorosty i koralowce na rafie. Fale raz przykrywały rozgrzany piasek , a raz odkrywały jak by od niego uciekały parząc się. Gdzieś obok, na złocistych ziarenkach grupka osób grała w piłkę. Dzieci przy „malej” pomocy rodziców robiły babki i zamki z piasku. A osoby w średnim wieku, chowały się w cieniach rozłożystych liści palm, które wzdłuż wydm rosły wraz z różnymi bujnymi i niespotykanymi w innych miejscach roślinami. Na ustach starszych państwa mimo ich lat i bardzo o długiej biografii, z której powstała by nie jedna encyklopedia i nie jedna książka o smutku, rozczarowaniach i wyrzeczeniach ciągle tkwił uśmiech bo mieli siebie. Ona też tak chciała spędzić swoją starość tak bez trosko , bez problemów tylko ze swoim księciem leżącym obok niej. Mimo iż miał przymrużone oczy widział jej kontury. Wąska talia, zgrabne łydki. I jej zamyślona i zapatrzona twarz skierowana w lazurową wodę. Nie mógł się napatrzeć na nią, co dzień coraz bardziej ją kochał , bardziej tęsknił za jej pocałunkami, a przecież minęło zaledwie pół godziny od ostatniego. Nie mógł zrozumieć co tak kobieta z nim wyprawiała. Nachylił się lekko, by po chwili delikatnie musnąć jej kręgosłup. Anneliene gwałtownie odwróciła się do chłopaka, który śmiał tknąć jej skórę . Spojrzała srogo jak na przestępcę.
- Pozwoliłam? - zapytała grubym i poważnym głosem, a oczy zaświeciły się z radości
- Yhymm- odparł, bezczelnie oblizując usta-Słona jesteś moja droga
- A ty jesteś bezczelny - powiedziała zbliżając swoja twarz do niego
- Tu bym polemizował - dodał ciszej zamykając oczy i namiętnie całując jej wargi by po chwili , ich języki tańczyły w rytm kubańskiej muzyki.

Leżał na łóżku. Czuł jak delikatny i ciepły oddech muska jego twarz
- Ann, kochanie wymyj zęby , jak chcesz mi chuchać - powiedział na wpół przytomny.
Było mu tak dobrze, tak błogo wiedząc, że osoba którą kocha jest przy nim
- Gustav!- powiedział stłumiony kobiecy głos- Gustav , ile można Cie wołać...- zaczęła blond włosa kobieta, wchodząc do zielonego pokoju - Czemu całujesz Psa- zapytała z oburzeniem. Na co chłopak zerwał się ze swojego posłania spadając na drewnianą podłogę. Popatrzył na łóżko z którego spadł. Na rozwalonym posłaniu leżał uradowany pies, machający zawzięcie ogonem. Chłopak popatrzył na swoją rodzicielkę, która próbowała powstrzymać śmiech.
Wstał z twardej podłogi ,wypchał uradowanego od ucha do uch czworonoga i zaczął ścielić łóżko. Usiadł na końcu miękkiego mebla i spojrzał na załzawioną matkę powstrzymująca się od wybuchu.
- Chciałaś coś?- zapytał zażenowany zaistniałą sytuacją
- Kolacja- odparła i wyszła z pomieszczenia zabierając kremowego pupila domu
Ogarnął wzrokiem pokój zatrzymując się, przy małym biurku, na którym stał laptop a obok niego ramkę ze zdjęciem. Wziął ją w ręce. Na fotografii był on i Anneliene W blasku zachodzącego słońca na plaży objęci i oparci na palmie.
A jednak to nie był tylko sen...

komentarze [20]

Informacja
sobota, 22 grudnia 2007 ~ 19:38:54

Chciałabym was powiadomić, że straciłam niemal wszystkie kontakty na moim gg, więc osoby, które chcą być powiadamiane o nowych notkach, bądź też te, które już wcześniej miały ze mną jakiś kontakt i chcą go utrzymywać proszone są o podanie swojego numeru gg w komentarzu pod notką

PS. W celu ochrony waszej prywatności skasuję komentarze z waszymi numerami;)

Zainteresowanie powiadamianiem nie jest duże, powiedziałabym, że nikłe...

xxksiężniczka~samej~siebiexxx:Odcinki pojawiać się będą częściej, gdyż weszłam w posiadanie laptopa z dostępem do internetu...

Narazie zbliża się sesja, więc skupiam się na nauce i pisaniu prac zaliczeniowych, ale tuż po niej postaram się nadrobić zaległości na blogu...

Pozdrawiam wszystkich gorąco:*

komentarze [6]

Część 54.
niedziela, 9 grudnia 2007 ~ 10:55:51

Spóźniony mikołajkowy prezent. Przepraszam, ze taka marna ta notka, ale niestety zbliża się zimowa sesja, sami rozumiecie... Poza tym, nie mam komputera w mieszkaniu, jedynie gdy przyjadę na weekend, ale to i tak pokrywa sie z koniecznością pisania prac zaliczeniowych.. W każdym razie obiecuję, ze jak się już wygrzebię z tego wszystkiego, to będę dodawała porządne odcinki.




Rodzice Billa nadal siedzieli w gabinecie ordynatora. Spojrzeli sobie wymownie w oczy i trochę sztucznie uśmiechnęli. Teraz nic nie było ważne oprócz ich syna. Żadne z nich nie chciało pamiętać o przykrych wydarzeniach z przeszłości. Teraz najważniejsze było dziecko. Dla rodzica nawet czterdziestoletni, dorosły mężczyzna jest nadal małym synkiem, o którego chcą się troszczyć podobnie jak wtedy, gdy był jeszcze niemowlęciem. Przez głowę Simone przetaczało się tysiąc myśli i miliony wątpliwości. Dlaczego pielęgniarka powiedziała, że Bill nie widzi, może to pomyłka, może ktoś przez przypadek… Tyle sprzecznych myśli i uczuć. Oboje modlili się, by jak najszybciej obudzić się z tego koszmaru. Po około 15 minutach drzwi gabinetu ponownie skrzypnęły wpuszczając do środka lekarza. Spojrzał na rodziców chłopaka i westchnął głęboko. Szybko zajął miejsce po drugiej stronie biurka. Zmarszczył brwi i przełożył plik kartek na drugą stronę blatu.
- Po wstępnym rozpoznaniu mogę powiedzieć, że państwa syn… - przerwał ciszę cichym głosem.
- Tak… – ponagliła go Simone.
- Wasz syn będzie widział. Chwilowa utrata wzroku spowodowana była silnym uderzeniem w część potyliczną czaszki. Na zdjęciu tomograficznym nie widać na szczęście żadnego krwiaka, ani nic co wskazywałoby na to, że utrata tego zmysłu mogłaby się utrzymywać.
- O Boże, jakie to szczęście… - jęknęła kobieta ściskając mocno dłoń swojego byłego męża.
- Jeżeli chodzi natomiast o kręgosłup, to chłopak miał również wiele szczęścia. Nie ma złamań, jest jedynie lekkie pęknięcie kręgu „L 4” odcinka lędźwiowego, co może powodować ucisk na rdzeń. Uważam, że po odpowiedniej rekonwalescencji i rehabilitacji możliwość powrotu do normalnego życia i chodzenia jest prawdopodobna. Niestety nie jest to pewne w stu procentach, lecz rokowania są pozytywne. – tłumaczył lekarz.
W serce rodziców Billa wlana została nowa nadzieja. Oboje nie mogli uwierzyć w to, że ich syn miał tyle szczęścia. Nie mieli pojęcia jak zareagowałby, gdyby musieli mu powiedzieć, ze już nigdy nie będzie chodził.
- To znaczy, że kiedy będzie mógł chodzić? – zapytał Klaus
- Na razie musi leżeć, ale sądzę, że za jakiś miesiąc, może dwa będzie mógł usiąść na wózek… A co do chodzenia, to za jakieś pół roku będzie można rozpocząć czynną rehabilitację. Do tego dochodzi kwestia opłacenia prywatnego rehabilitanta, ponieważ ubezpieczenie nie pokrywa całości.
- Pieniądze nie grają roli, jeżeli chodzi o zdrowie naszego syna – odparł stanowczo ojciec czarnowłosego.
- W każdym razie sądzę, że może za jakiś rok będzie mógł znów przechadzać się po domu tak jak kiedyś – dodał lekarz.
Rok czasu – pomyślał Klaus z bólem. Rok to było strasznie dużo czasu. Sam nie wiedział, jak Bill to wytrzyma. Rok bez sceny, bez fanów, wywiadów, bez koncertów, rok bez samodzielności… Miał nadzieję, że chłopak się nie załamie, że jak ma w zwyczaju pokaże siłę charakteru i nie podda się.

***

Czarnowłosy usłyszał cichy stukot obcasów. Wiedział, że to ona. Nie chciał, by widziała go takiego – leżącego bezradnie na szpitalnej sali. To on zawsze dawał jej siłę, a teraz potrzebuje jej pomocy. To było dla niego takie trudne. Bardzo wiele sprzecznych myśli kłębiło się w jego głowie. Z jednej strony miał nadzieję na powrót do zdrowia, a z drugiej wiedział, że na to potrzeba dużo czasu. Słyszał urywany oddech Livii. Wiedział, że płakała, nie musiał nawet widzieć jej twarzy, by się tego domyślić. Czyżby wyglądał aż tak przerażająco, że się go bała, czyżby było z nim aż tak źle. Niczego nie wiedział, jedynie to, że wzrok powrócił już na dobre i że ma uraz kręgosłupa. Nic więcej lekarzynie chciał mu powiedzieć, a przecież był już pełnoletni, przecież miał prawo decydować o sobie, a jednak… Dziewczyna usiadła na krześle stojącym obok łóżka. Spojrzała na chłopaka. Wstydziła się tego, że uciekła i zostawiła go samego wtedy, gdy najbardziej jej potrzebował.
- Dlaczego nic nie mówisz? – szepnął.
- Tak jakoś – jęknęła.
- Liv, powiedz co cie martwi – ciągnął.
- To chyba ja powinnam ciebie pocieszać – odparła.
- Nie ma potrzeby, u mnie wszystko dobrze – zaśmiał się.
Dziewczyna zwiesiła głowę. Wstydziła się za swoje zachowanie. Przecież to ona powinna być jego podporą, a tymczasem to on ja pocieszał.
- Co ze studiami? To nie dobrze, że opuszczasz zajęcia – ciągnął.
- Ty jesteś najważniejszy – szepnęła i przybliżyła się do niego.
Delikatnie nachyliła się nad jego twarzą. Zawsze podobały jej się jego rysy – mały, zgrabny nosek, kształtne, pełne usta i głębia jego czekoladowego spojrzenia. Czuła oddech Billa na swojej skórze. Tak bardzo chciała się w niego wtulić, pragnęła by zamknął jej świat w swoich ramionach. Musnęła subtelnie jego wargi podsycając jedynie żar, który wywołała swoją bliskością. Odsunęła się powoli. Chłopak szybko złapał twarz Livii w swe dłonie i wpił się w jej wargi. Rozchylił językiem jej usta i poszukał koniuszkiem języka jej język. Było mu tak dobrze. Odpływał gdzieś do dalekiej krainy szczęśliwości. Już dawno nie całował jej z taką pasją, jakby to miał być ich ostatni pocałunek. A może był? Teraz uświadomił sobie, jakie życie jest kruche. To co było dla niego pewne teraz stało się niepewne. Nie wiedział co wydarzy się jutro i czy w ogóle jutro kiedykolwiek nastanie. Był pewny jedynie tego, co teraz jest. Był pewny, ze kocha tą krucha dziewczynę, która wzbudzała w nim pokłady uczuć, o istnieniu których nie miał pojęcia. Chłopak uniósł tułów do góry. Widocznie zrobił to zbyt szybko, bo dało się słyszeć lekkie chrupniecie i cichy syk Billa.
- Cos się stało? – zapytała odrywając się od niego pospiesznie i spoglądając na jego twarz.
- Liv, ja nie czuję moich stóp – jęknął.
- Nie czuję stóp! – krzyknął na całe gardło przerażony całą sytuacją.
- Bill… - dziewczyna westchnęła bezradnie i zalała się łzami - Pojdę po lekarza - dodała
- Jest dzwonek – odparł – Nie zostawiaj mnie – kontynuował.

***

- Co się dzieje? – zapytał Tom widząc swoich rodziców i Livię stojących przed salą.
Wracał właśnie z krótkiego spaceru, do którego był zmuszony przez wcześniejsze badania…
- Stracił czucie w nogach… - Rozpłakała się histerycznie matka.
Tom nie wiedział co się dzieje. Jak to stracił czucie w nogach? Czy coś się stało?
- Livia, nie płacz – przytulił ją mocno.
Wiedział, że jej również jest bardzo ciężko.
- To przeze mnie… - łkała.
- Nie mów tak. To nie prawda. – odparł stanowczo Tom.
- Ja… On mnie pocałował i chyba chciał się przybliżyć i wtedy to się stało… - wytłumaczyła.
- Temu nikt nie jest winny. Naprawdę. – powiedział, chociaż w głębi serca sam był trochę na nią zły.
- Chodź, może napijemy się kawy na dole. – pociągnął ja za rękę.

komentarze [14]



O szablonie

Szablon wykonany przez Annikę.
Więcej takich znajdziesz na Lajabajas.
A zdjęcie znalezione tu.